niedziela, 3 lipca 2016

DIY maść nagietkowa na problemy skórne i bardzo suchą skórę kolan, łokci...




 Kochani moi, nagietek właśnie kwitnie więc nie mogłam przepuścić okazji i nie wykorzystać tej wspaniałej roślinki do zrobienia prostej maści, która potrafi zdziałać cuda. Jeśli chodzi o stany zapalne skóry, nagietek to prawdziwy skarb a bohater dzisiejszego wpisu, czyli balsam nagietkowy radzi sobie świetnie nie tylko jeśli chodzi o cerę, jest również ratunkiem dla suchej i szorstkiej skóry.


Więc nic tylko rwać nagietek i kręcić kolejne naturalne cudeńko:)


Nagietek zbieramy od początku kwitnienia. Należy suszyć go na słońcu lub np w przewiewnym miejscu.

W tym pomarańczowym kwiatuszku zaklęta jest wielka moc. Jest to jedno z najczęściej wykorzystywanych ziół jeśli chodzi o problemy skórne. W skład nagietka wchodzą między innymi:

~olejek eteryczny
~glikozydy
~karetonoidy
~związki śluzowe
~flawonoidy
...to nim zawdzięcza swoje działanie.

Przetestowałam go na własnej skórze nie raz i muszę powiedzieć że wszystko co piszą o tym ziółku to prawda czyli:

Nagietek
~Działą przeciwzapalnie
~Przeciwgrzybiczo
~Przyspiesza gojenie się ran,
~Wyprysków ropnych
~Owrzodzeń

Kiedy moja cera była w dość makabrycznym stanie, napar z nagietka fajnie ją uspokoił.




No ale dziś o maści, którą w łatwy sposób możecie przygotować w domowym zaciszu. Taka maść nagietkowa to coś co każdy powinien mieć w swoim domu nie tylko z wymienionych powyżej powodów. 

Taki balsam (ze względu na konsystencje używam słowa maść, ale traktuje go jako balsam;)) świetnie radzi sobie z bardzo suchą skórą na łokciach i kolanach, przy codziennym używaniu szorstkość znika i łokcie stają się jak u niemowlaka:D

Po za tym od czasu do czasu na noc na twarz... jak już wiecie nagietek ma działanie fenomenalne na skórę z problemami a i oliwa z oliwek  i masło shea spisują się fajnie. Na zimę jako krem nagietkowy ochronny też fajna sprawa, mieć taki własny.

składniki:

(wersja podstawowa)
~garść świeżych kwiatów nagietka
~45 ml oliwy z oliwek
~łyżeczka wosku pszczelego

lub w przypadku wersji z masłem shea:

~30 ml oliwy z oliwek
~pół łyżeczki wosku pszczelego
~ 2-3 łyżeczki masła shea

Przygotowanie:

Kwiaty nagietka zalewamy oliwą z oliwek, dodajemy wosk pszczeli i grzejemy na małym ogniu w kąpieli wodnej przez zin pół godziny. Najlepiej spód garnka wyłożyć jakąś ściereczką.
Następnie odstawiamy na kilka godzin, żeby maść mocniej naciągnęła, po czym podgrzewamy ją ponownie, tylko do momentu stopnienia i przecedzamy przez sitko po czym przekładamy do słoiczka.

Z wersją z masłem shea postępujemy tak samo, tylko masełko dodajemy już po przełożeniu maści do opakowania, kiedy ta jest jeszcze ciepła, by całość ładnie się połączyła a masło shea nie straciło cennych właściwości pod wpływem temperatury.



Balsam nagietkowy ma wspaniały żółciutki kolor. Ostatnio był moim pierwszym ratunkiem na poparzone przez słońce ramiona. Tak więc nie ma co czekać, tylko rwać nagietki i własną maść tworzyć!:)



10 komentarzy:

  1. Być może spróbuję sobie taki zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie pomyślałam nigdy że mogłabym sama zrobić taki kosmetyk z tych kwiatuszków :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Amazing natural DIY!
    I`m following ur blog with a great pleasure via GFC

    Please join me - http://sunnyeri.blogspot.com

    https://www.instagram.com/sunnyeri/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale pięknie wygląda :) I na pewno świetnie działa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze podziwiam jak ktoś sam tworzy kosmetyki, nawet te, które wydają się proste. Ja miałam odwagę zabrać się tylko za domowy peeling czy maseczkę, ze składników, które można dostać dosłownie wszędzie...:)

    OdpowiedzUsuń
  6. taki niepozorny kwiatuszek a ile ma mocy w sobie;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej. Odezwiesz się do mnie na fb ? Chciałam porozmawiać o Kallosach i o tym co u mnie napisałaś. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Disqus Shortname

Comments system